środa, 04 listopad 2015 10:24

Probiotyki i prebiotyki czyli życie karmi się życiem

Napisane przez Marlena Bhandari - Akademia witalności

(...) Co to są te probiotyki to wie mniej więcej każdy, kto przechodził jakąkolwiek kurację antybiotykami w swoim życiu.
Gdy trafiliśmy na mądrego lekarza osłonowo dostawaliśmy od niego probiotyki. Nazwa probiotyk pochodzi od greckiego pro bios – dla życia. A nazwa antybiotyk co będzie w takim razie oznaczać? Hmm… no właśnie. Bez komentarza. Oczywiście są sytuacje w których nie ma innej drogi leczenia, ale kiedy się godzimy na włożenie do naszego wnętrza antybiotyku ZANIM wyczerpiemy inne możliwości, to tak naprawdę działamy nie pro bios tylko anti bios. I to warto wiedzieć. I zapamiętać.

Przez wiele wieków ludzie żywili się naturalnie: jedli samodzielnie upieczony chleb na zakwasie, pili fermentowane napoje mleczne (np. kefir), kisili na zimę warzywa bo nie było lodówek. Jednym słowem dostarczali sobie na co dzień mnóstwa laktobakterii. W 1908 r. rosyjski mikrobiolog Ilija Miecznikow otrzymał Nagrodę Nobla w dziedzinie medycyny za badania nad odpornością, to właśnie on odkrył proces fagocytozy oraz badał jaki wpływ na ten proces mają laktobakterie obecne w jelitach człowieka (niewielkie ich ilości mamy również w jamie ustnej: na języku i podniebieniu). Przez pewien czas Miecznikow pracował z Pasteurem, ale podobnie jak Bechampsowi – szczęścia mu to w życiu nie przyniosło.
Miecznikow w swoich pracach wskazywał, że bakterie fermentacji mlekowej nie tylko podnoszą odporność i przedłużają życie – jak to się dzieje np. u Bułgarów tradycyjnie żywiących się maślanką i kiszonkami – ale też mogą być stosowane jako metoda bakteryjnej terapii zastępczej. Jak nietrudno zgadnąć został kurcgalopkiem w podskokach z takimi twierdzeniami odstawiony do lamusa  (jak Bechamps), ponieważ akurat Pasteur został okrzyknięty najjaśniejszą gwiazdą nauk biologicznych, a triumf był przewidziany dla antybiotyków i chemioterapeutyków na których wielki przemysł może dobrze zarobić. W przeciwieństwie do maślanki i kiszonych ogórków, co zrozumiałe. ;)

No więc mamy już od ponad stu lat na tej planecie erę ślepej wiary w antybiotykoterapię oraz w chemioterapię, dzieci już w przedszkolu wiedzą kim był Pasteur, zaś o tym kto to taki Miecznikow czy Bechamps pies z kulawą nogą nie pamięta, bo i po co. Oczywiście obowiązkowo boimy się panicznie każdego rodzaju bakterii, które są przyczyną zła wszelkiego. Taka moda, takie czasy. W domach z przerażeniem wszystko sterylizujemy, na wszystko lejemy „zabijający bakterie na śmierć” Domestos, jak również z byle czym lecimy do lekarza, wychodząc z gabinetu z receptą na antybiotyk lub jakieś inne chemiczne paskudztwo, bo przecież żaden szanujący się lekarz nie przepisze pacjentowi kefiru i soku z kiszonej kapusty. A szkoda, bo w wielu wypadkach powinien! Zaraz bowiem wyliczę co takiego dla nas robią laktobakterie – doprawdy szczęka opada ;)
Miecznikow pisał proroczo w jednym z pism: „Czytelnik, który posiada małą wiedzę w tej dziedzinie, może być zdziwiony moimi zaleceniami, aby spożywać duże ilości bakterii ponieważ ogólnie panuje przekonanie, że są one szkodliwe. Ta opinia jest błędna. Istnieje wiele dobroczynnych bakterii, wśród których pałeczki kwasu mlekowego zajmują poczesne miejsce.”
Większość ludzi jest innego zdania – takie przekonanie wynosimy ze szkoły i z domu. Inni z kolei są zwyczajnie niedoinformowani, za co płacą cenę własnym zdrowiem.

Dr Dąbrowska na swoim wykładzie przedstawia korzyści jakie ludzki organizm odnosi ze spożywania pokarmów bogatych w laktobakterie. Ta lista jest imponująca. Ale skąd w ogóle bierze się niedobór laktobakterii u współczesnych społeczeństw? Dr Dąbrowska wskazuje następujące przyczyny:
– rafinowane cukry, biała mąka, słodycze
– dieta z małą ilością błonnika i prebiotyków (stanowiących pożywkę dla laktobakterii)
– antybiotyki i sterydy (niszczą florę jelit)
– chlorowana woda
– fluorowe pasty do zębów
– używki: kawa, alkohol, papierosy
– szczepienia, promienie rtg

Czyli z jednej strony niedobory dietetyczne (błonnik!), a z drugiej codzienny dopływ toksyn rozmaitego rodzaju.
Nie wystarczy niestety od czasu do czasu zjeść kubeczek słodzonego cukrem sklepowego „jogurtu owocowego” z dwutygodniowym terminem ważności czy kilka plasterków kiszonego ogórka, a nawet dodatkowe dwie łyżki surówki z kiszonej kapusty raz czy dwa w miesiącu nie wystarczą, aby mieć 1,5 kg bakterii w jelicie grubym, z czego 85% „dobrych”.
Należy po prostu zmienić cały styl życia na naturalny i sprzyjający zdrowiu. Probiotyk musi mieć też bowiem pożywkę czyli prebiotyk. Jest to taka substancja, która sama w sobie nie ma tych „dobrych” bakterii, nie jest ani kiszonką ani kefirem, ale za to stanowi dla tych bakterii pożywkę gdy już je mamy w organizmie, stymulując ich namnażanie. Nasze „dobre” bakterie też potrzebują odpowiedniego papu :)
Jako organizmy żywe odmawiają one konsumpcji wszelkiego martwego jedzenia: nie gustują w bułeczkach ani ciasteczkach, gardzą mięsem, pizzą i płatkami Nestle. Jak mawiał Ferdek Kiepski – życie karmi się życiem.

Albert Einstein z kolei powiedział: szaleństwem jest robić to co wszyscy i oczekiwać innych rezultatów. Większość z tego co jada przeciętny Polak prebiotykiem nie jest. Nie są prebiotykiem ani kajzerki, ani makaron, nie są nim też ciastka ani nie są nim kiełbaski czy homogenizowany dosładzany cukrem serek. To co w takim razie jest? Wszystko co zawiera błonnik, inulinę, fruktooligosacharydy. Wymieńmy kilka najpopularniejszych produktów:
– czosnek, por, cebula
– pomidory, banany, aloes, szparagi, cykoria
– siemię lniane
– owies, jęczmień, rośliny strączkowe
– miód
– mleko matki
– olej z wątroby rekina (alkiloglicerole)

Zamiast wypłukującej z nas magnez i pozbawiającej zdrowia nasze jelita kawy sięgnijmy więc po pełną inuliny (i magnezu!) zbożówkę, a zamiast obezwładniającego nasz system immunologiczny cukru dodajmy (ale nie do gorącej!) miodu – wyjdzie nam to jedynie na zdrowie. Z dodatkiem dodatkowej porcji antyoksydantów w postaci cynamonu powstaje boski napój, do którego żadna kawa się nawet nie umywa (ani zdrowotnie, ani smakowo). Zamiast wypłukiwać magnez – dostarcza go. Zamiast nam niszczyć jelita – wzmacnia dobrą florę bakteryjną. Zamiast osłabiać nasz system immunologiczny – czyni go silniejszym. Rewelacja!
Przy okazji mamy wyjaśniony fenomen, iż u małych dzieci karmionych mlekiem matki stolec nie ma przykrego zapachu jak to ma miejsce u dorosłych (szczególnie mięsożernych) – po prostu w jelitach takiego dziecka panuje równowaga flory bakteryjnej. Również dieta warzywno-owocowa powoduje ten sam skutek: znika przykry zapach stolca, flora jelit dzięki codziennemu dostarczaniu kiszonek i błonnika będącego pożywką dla bakterii wraca do równowagi. I dzieje się to niezwykle szybko na tej diecie: tydzień, maksymalnie dwa.
Skąd masz wiedzieć, że masz niedobór laktobakterii w jelicie grubym?
Jeśli cierpisz na jakąkolwiek chorobę przewlekłą i stale zażywasz leki, to masz zaburzoną florę jelitową niemal jak w banku. Ponadto warto obserwować organizm, bo objawy zaburzonej flory bakteryjnej w jelitach niekoniecznie mają charakter związany z trawieniem (wzdęcia, gazy, zaparcia itd.). Często przyjmują inną postać:
– rozmaite niedobory ( niedokrwistość czyli anemia, hipowitaminozy czyli brak witamin), zaburzenia nie tylko trawienia ale i wchłaniania. Pamiętaj, że jesteś nie tym co jesz, ale głównie tym co wchłaniasz.
– wzrost histaminy – reakcje alergiczne
– obniżona odporność (podatność na rozmaite infekcje, chroniczne zmęczenie)
Jeśli obserwujesz jakiekolwiek sygnały tego typu ze strony organizmu, to biegiem sięgnij po pokarmy pełne laktobakterii i włącz je do swojej CODZIENNEJ diety. Nie raz w tygodniu, nie „kiedy mi się przypomni”, ani „kiedy mi się zachce”. Tylko codziennie.
– warzywa kiszone (kapusta biała i czerwona, ogórki, oliwki, papryka, cukinia, buraki ale również naturalnie fermentowany ocet jabłkowy) albo
– fermentowane produkty sojowe (tempeh, miso, fermentowany sos sojowy) albo
– fermentowane produkty mleczne (kefir, maślanka, jogurt)

(...) Probiotyk z prebiotykiem tworzą razem synbiotyk, obydwa działającą synergicznie. Samo łykanie kapsułek nie będzie tak efektywne.
Grasujące w naszym przewodzie pokarmowym bakterie kwasu mlekowego (probiotyczne – żywe) nie mają czasu się nudzić. Tryliony naszych najlepszych przyjaciół, o których istnieniu na co dzień zapominamy, mają mnóstwo pracy i zadań do wykonania każdego dnia. Zobaczmy co takiego dla nas robią (nawet jak śpimy):
1. Poprawiają samopoczucie, redukują stres: wytwarzają witaminy z grupy B (biotynę, B3, B5, B6, B12, kwas foliowy) oraz witaminę K. Pokarm naturalne fermentowany jest ponadto dużo bogatszy w witaminę C niż ten sam niefermentowany.
2. Poprawiają trawienie – produkują np. laktazę, enzym trawiący cukier mlekowy, to dlatego osoby uczulone na mleko mogą pić je w postaci sfermentowanej.
3. Redukują alergie i egzemy
4. Poprawiają odtruwanie wątroby (z udziałem kwasu mlekowego, jabłkowego, glukoronowego), to dlatego alkoholicy pożądają np. kiszonych ogórków czy innych pokarmów fermentowanych
5. Mają zdolności immunorekonstrukcyjne (zwiększają odporność na infekcje, na raka jelit itd.)
6. Hamują toksemię – zmniejszając przechodzenie toksyn z jelit do krwi dzięki uszczelnianiu barier jelitowych w zespole przeciekających jelit, przy czym na dolegliwość taką cierpi większość ludzi nie zdając sobie nawet z tego sprawy. A wystarczy prosty test: po zjedzeniu buraków zabarwiony mocz wskazuje na nieszczelność barier jelitowych. Dzieje się tak dlatego, że antocyjany (silne barwniki buraka) przy nieszczelnych barierach jelitowych przedostają się do krwi, nerki natomiast nie mają enzymów jak wątroba i nie są w stanie odbarwić antocyjanów, które u zdrowego człowieka powinny posłusznie powędrować do wątroby i tam zostać rozłożone. Stąd mocz przy nieszczelnych barierach jelitowych jest wybarwiony po buraczkach na różowo, u alergików czasem nawet na czerwono. Farbowanie moczu po buraczkach ustępuje już po tygodniu diety warzywno-owocowej, kiedy bariery jelitowe ulegają wzmocnieniu, a flora bakteryjna jelit wraca do równowagi.
7. Zwiększają fagocytozę leukocytów
8. Zwiększają produkcję interferonu, interleukin, immunoglobuliny A
9. Mają własności antyrakowe – hamują bakterie zamieniające azotany w azotyny (przeazotowana kapusta nie jest wcale rakotwórcza gdy jest kiszona!)
10. Zwiększają przyswajalność minerałów (żelazo, wapń i nasz „wewnętrzny lekarz” – cynk), pamiętasz, że jesteś tym, co przyswajasz? Nie tym co jesz, ale co przyswajasz.  Dzięki utrzymaniu kwasowości jelita chronią przed anemią, osteoporozą, osłabieniem odporności.
11. Mają właściwości antybakteryjne, antywirusowe i antygrzybicze. Produkują antybakteryjne kwasy (mlekowy, mrówkowy, bursztynowy, octowy), które niszczą bakterie, wirusy i grzyby, w tym nieszczęsną Candida albicans, przywracają równowagę flory po antybiotykach, poprawiają funkcję jelit, usuwanie odpadów, zapobiegają biegunkom.
Dr Dąbrowska opowiada podczas wykładu o pewnej pacjentce cierpiącej od lat na drożdżycę dróg rodnych. Nic  jej nie pomagało, żadne leczenie, bardzo cierpiała, lecz kompletnie nic jej nie pomogło, żaden lek, lekarze byli bezsilni. I  jaki był sposób: codziennie piła szklankę wody z kiszonych ogórków, czyli pełną „dobrych” bakterii i… wyleczyła tą „nieuleczalną” drożdżycę. Nawet jak mamy grypę czy przeziębienie, to jedzmy kiszonki, pijmy wodę z ogórków lub z kapusty kiszonej! Teoria Miecznikowa jak najbardziej jak widać się sprawdza.
12. Leczą chorobę wrzodową żołądka – wstrzymując rozwój Helicobacter pylorii
13. Regulują hormony płciowe, zwiększają płodność
14. Produkują glukozaminy poprawiające jakość kolagenu i płynu stawowego (czyli m.in hamują „trzeszczenie” w stawach jak również redukują zmarszczki i zapobiegają ich namnażaniu – taki botoks i to dosłownie za psie grosze drogie panie, bo w końcu ile kosztują kiszone ogórki, kapucha czy kilo buraków na zakwas?)
15. Zapobiegają miażdżycy – obniżają „zły” cholesterol LDL oraz regulują ciśnienie krwi.
Taka długaśna lista! Olbrzymie, niewyobrażalne wręcz korzyści – gwarancja pełni zdrowia i długowieczności i to wszystko dosłownie za grosze. Jednak aby wyhodować sobie 1,5 kg flory bakteryjnej o prawidłowym składzie w jelitach trzeba to wszystko wiedzieć! A ludzie nie wiedzą – nawet lekarze nie wiedzą, a nawet jak być może wiedzą, to wolą przepisywać chemikalia, znajdź mi lekarza rodzinnego czy innego, który zamiast anty-biotyku (anti bios) doradzi przy infekcji pro-biotyk (pro bios) maślankę i sok z kapusty. No przecież to tylko Ferdek Kiepski mawiał:  „Życie karmi się życiem”, poważnemu lekarzowi nie uchodzi takich rzeczy, nawet przez gardło mu nie przejdą, nie po to kończył tyle lat ekskluzywnych (i dla większości śmiertelników całkowicie niezrozumiałych) studiów, aby teraz kazać pacjentowi żreć kiszone ogórki i popijać je kefirem przy akompaniamencie sałatki z cykorii!
Zresztą większość pacjentów wyszłaby zapewne z gabinetu takiego lekarza śmiertelnie obrażona. Mieli nadzieję od mądrego pana w białym kitlu otrzymać receptę na magiczną, szalenie nowoczesną substancję o długiej i skomplikowanej nazwie, a ten tutaj o kiszonej kapuście… i to ma być leczenie??

Tak! Dr Dąbrowska wyjaśnia, że w istocie to JEST leczenie. I zapobieganie też. Czas nazwać rzeczy po imieniu: zdrowie zaczyna się w jelitach.
Jeden z moich ulubionych mentorów, life coach i mówca Steven Covey zwykł mawiać: „jeżeli nadal będziemy robić to co robimy, to nadal będziemy mieć to co mamy”. Święte słowa. Trawestując mojego mentora powiem tak: jeżeli nadal będziemy jeść to co jemy, to nadal będziemy się czuć tak samo podle. Będą nam chrupać stawy, będziemy cierpieć na niedobory witamin czy na anemię, na brak witalności, będzie nam się ekspresowo  starzeć nieustająco trądzikowa skóra i będzie nam towarzyszyć apatia i niemoc…
My tymczasem, całkiem spokojnie wypijając trzecią kawę – będziemy siedzieć i dumać skąd u licha to wszystko, nie mogąc wyjść ze zdziwienia czemuż to znowu kolejny raz w tym roku chwyciła nas infekcja, skoro i tak przecież odżywiamy się lepiej niż połowa Polaków i nawet przestaliśmy jadać w McDonalds.
A odpowiedź jest tuż pod nosem: probiotyki! Naturalnie fermentowana żywność. Wielki dar od Matki Natury, aby utrzymać nas długie lata w perfekcyjnym zdrowiu i witalności.

Nigdy nie zapominajcie o codziennej porcji naturalnych probiotyków i prebiotyków!
Zdrowie rodzi się w jelitach :)

 

 Powyższa treść pochodzi ze strony www.AkademiaWitalnosci.pl

Więcej informacji